Ta bajka dzieli rodziców. Czy to dobry wybór dla dzieci? Ekspertka mówi: „Bajka to nie tylko treść...”

Kiedy w gronie rodziców padnie temat współczesnych bajek dla dzieci, które, jak ostrzegają eksperci, wcale nie są najlepszymi propozycjami dla kilkulatków, dorośli bardzo często zaczynają wspominać produkcje, jakie sami oglądali w przeszłości i „nic im nie jest”. Liderem takich zestawień jest zdecydowanie rosyjska animacja „Wilk i Zając”, która w polskich domach cieszyła się bardzo dużą popularnością. Z takimi teoriami, w rozmowie z RMF FM, rozprawia się pracująca jako logopeda i psycholog o specjalności klinicznej, mgr Adrianna Dzięgielewska.
Fot. Shutterstock

Czy dzieci mogą oglądać „Wilka i Zająca”?

Adrianna Dzięgielewska zaczyna od tego, że porównywanie „Wilka i Zająca” do najnowszych bajek i mówienie „my to oglądaliśmy i nic nam nie jest”, nie ma najmniejszego sensu. Ekspertka przyznaje jednak, że rozumie skąd u rodziców taki tok myślenia.

Rodzic zapomina, że bajka to nie tylko treść. To zaledwie jeden z wielu elementów, które należy brać pod uwagę. O tym, czy animacja jest dla dziecka „dobra”, poza wartościową treścią, decydują także: tempo montażu, muzyka i efekty dźwiękowe, intensywność kolorów, a także długość odcinka – stwierdza.

Jeśli popatrzymy na wspominaną produkcję przez pryzmat tych aspektów, to wyjdzie nam, że spełnia ona aż cztery kryteria dobrej bajki, a problematyczne jest tylko jedno zagadnienie

– Dużym plusem tej bajki jest krótki czas trwania odcinka (około 9-10 minut), wolne tempo montażu, stonowane kolory oraz muzyka grana na prawdziwych instrumentach, bez agresywnej elektroniki i natłoku efektów. Historia jest też czytelna i uporządkowana – ma wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Nie ma chaosu narracyjnego. Fabuła jest bardzo prosta i powtarzalna – dzięki temu dziecku łatwo jest śledzić wydarzenia.

Czy „Wilk i Zając” to naprawdę zła bajka?

Kwestią sporną jest oczywiście treść – Wilk próbuje schwytać Zająca, a ten, wykorzystując spryt, sprawnie wychodzi z opresji. Na ekranie nie brakuje także palenia papierosów, picia alkoholu, oszustw, kradzieży czy rozmaitych form agresji. W fabule znajdziemy elementy współpracy lub sympatii między bohaterami, jednak trzeba przyznać, że są one w mniejszości.

Trzeba jednak uczciwie powiedzieć: treść tej bajki niewiele wnosi edukacyjnie – komentuje nasza rozmówczyni.

– Ja, jako specjalista, mogę edukować rodziców, jak rozpoznawać dobre bajki i jak analizować ich montaż oraz ilość bodźców. Obiektywnie treści przebodźcowujące, nastawione na szybkie wyrzuty dopaminy, nie służą dzieciom. Jeżeli natomiast chodzi o treść, tutaj pole do podjęcia decyzji należy do rodzica. To rodzic decyduje, czy dana historia jest odpowiednia dla jego dziecka. Jeśli ktoś chce puścić ‘Wilka i Zająca’ czy ‘Toma i Jerry’ego’ jako zwykłą, lekką rozrywkę, droga wolna – dodaje.

Czytaj też: Ta bajka lata temu była hitem! Czy rodzice na pewno powinni włączać ją dzieciom? Ekspertka: „Jej treść jest...”

„Kiedy oceniamy bajki dla dzieci, musimy patrzeć na całość, a nie tylko na samą historię”

Najważniejszym, zdaniem Dzięgielewskiej, aspektem, jest kwestia porównania „Wilka i Zająca” z nowoczesnymi tytułami typu „Psi Patrol” bądź „Masza i Niedźwiedź”.

Proporcje się odwracają. W wielu współczesnych bajkach mamy bardzo szybki montaż, intensywne, jaskrawe kolory, głośne efekty dźwiękowe i dynamiczną muzykę, a często także treść wątpliwej jakości. Czyli wiele elementów silnie pobudzających układ nerwowy dziecka, a jednocześnie – podobnie jak w ‘Wilku i Zającu’ – treść, która niekoniecznie pokazuje dobre wzorce zachowań.

–  W dzisiejszym świecie, w którym dzieci są już bardzo przeciążone bodźcami, dokładanie kolejnych przebodźcowujących animacji może być dla ich układu nerwowego znacznie gorsze niż spokojniejsza bajka, która jest po prostu lekką rozrywką, nawet jeśli pokazuje czasem wątpliwe wzorce. Kiedy oceniamy bajki dla dzieci, musimy patrzeć na całość, a nie tylko na samą historię – podsumowuje ekspertka. 

Czytaj dalej: